Wrocławski Hern*

Zaraz po zakończeniu edukacji w Wyższej Szkole Oficerskiej Wojsk Inżynieryjnych Andrzej przyjął się do wrocławskiej Straży Miejskiej. I tak od 23 lat pracuje w jej szeregach. Zaczynał jako szeregowy funkcjonariusz patroli pieszych, konnych, później kierownik, z-ca naczelnika obecnie jest naczelnikiem oddziału. Szczęśliwy mąż, spełniony ojciec dwójki dorosłych dzieci, a od niedawna dziadek.

Jak sam mówi nie wyobraża sobie życia bez munduru. Gdy wraca do domu ściąga granatowy mundur strażnika i zakłada ciemnozielony mundur i kamuflaż myśliwego, zarzuca sztucer na ramię i swoją terenówką zapuszcza się w leśne ostępy w każdym zakątku Polski.

Andrzej Janusz podczas wykonywania swoich obowiązków

Skąd narodził się pomysł na bycie myśliwym i od kiedy nim jesteś?

Od 12 lat należę do koła łowieckiego Bór Wrocław. Od zawsze kochałem las, uwielbiam sadzić, pielęgnować i patrzeć jak rośnie. Jeżdżę po całej Polsce znam każdy zakątek, a dolnośląski las przeszedłem wszerz i wzdłuż. Zamysł rodzi się w głowie. Będąc w pracy, w chwili wolnej od codziennych obowiązków, myślę o wyjeździe i od tego momentu jestem już na polowaniu. Potrafię wyobrazić sobie i przenieść się do tych wspaniałych lasów pachnących żywicą, słyszę śpiew ptaków i w gąszczu tych zielonych kniei nasłuchuję zwierzynę. I tak cały dzień już czuję, że jestem na polowaniu. To są takie moje wewnętrzne przygotowania. Wiadomo, że technicznie jest istotny sprzęt, odpowiednie ubranie, amunicja, samochód, cały rynsztunek, koledzy z którymi umawiam się na wyjazd, ale to co najważniejsze to dzieje się w mojej głowie i w moim sercu.

"Polowanie to moje życie...w lesie czuję, że jestem u siebie"

Andrzej Janusz i Emma Zazula 

Pięknie to powiedziałeś, że wszystko się rodzi w głowie. Powiedz natomiast jak wyglądają właśnie te techniczne przygotowania?

To zależy od tego gdzie się wybieramy, w jakie rejony i jaka będzie pogoda. Jeśli chodzi o ubranie to przez prawie cały rok króluje ciemnozielony kolor, natomiast w zimie kiedy wszystkie tereny są obsypane śniegiem to i ja przebieram się w biały kamuflaż. Tak jak wspomniałem wcześniej nie wyobrażam sobie życia bez munduru. Nawet w lesie jestem w swoim specjalnym mundurze. Nie można ustalić czasu jaki zostanie poświęcony na polowanie. Mogę powiedzieć, że nie będzie mnie 8 czy 10 godzin w domu, ale bywa również i tak, że wyprawiam się na 3 dni. Jak zapuszczam się w knieje w piątek po pracy to wracam późnym wieczorem w niedzielę.

Czy tylko w weekendy?

Różnie. Czasami w weekendy, ale czasami zdarza się tak, że i w tygodniu wyjeżdżam. To wszystko zależy od tego jak księżyc oświetla ziemię i w jakiej jest fazie. Przeważnie polujemy nocą "na księżycu", wtedy gdy wchodzi w pierwszą kwadrę czyli taką przed pełnią, bo wtedy najlepiej widać cel. Cel musi być rozpoznany, nie możemy strzelać sobie do czegoś tylko musimy wiedzieć, czy sarna to sarna, a nie np. dzik.

Na jaką zwierzynę polujesz?

Na wszystko to co jest w polskich lasach. Oczywiście kiedy są okresy ochronne to wtedy nie polujemy na zwierzynę. Jelenie, dziki, sarny, szkodniki czyli lisy, jenoty, które pojawiły się niedawno w lasach, kuny, norki itd.

Jeśli myśliwy kocha przyrodę to dlaczego zabija zwierzęta? Jak się zapatrujesz na taką powszechnie poruszaną kwestię?

Polowanie to nie jest zabijanie. Nie można tak powiedzieć, ponieważ od wieków człowiek polował na zwierzęta. Nie hodował tak jak to się teraz robi tylko właśnie polował. Potrafię zrozumieć ludzi, którzy mówią, że to jest zabijanie, tyle że dla mnie zabić to znaczy zrobić coś z pełną premedytacją. Uważam, że jest to już swego rodzaju patologia i to jest coś niewybaczalnego. Jeżeli ktoś mówi o zabijaniu to jest w błędzie. My eliminujemy słabą, chorą zwierzynę taką, która nie ma racji bytu w swoim naturalnym środowisku i do normalnej egzystencji.

Kto z nas tych lat nie pomni, gdy młode pacholę,

Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole,

Gdzie żaden wał, płot żaden nogi nie utrudza,

Gdzie przestępując miedzę nie poznasz, że cudza!

Bo na Litwie myśliwiec, jak okręt na morzu (...)

Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz

Skąd wiadomo, że jest to słaba zwierzyna, czy też chora?

Kiedyś robiły to zwierzęta. Było mnóstwo niedźwiedzi w polskich lasach, wilków, lisów i każdy z tych zwierzaków miał swoją populacje, swoją zwierzynę na którą polował. I tak niedźwiedzie polowały na jelenie, wilki na dziki, lis na tę drobniejszą zwierzynę. Natomiast populacja ludzka się rozrasta, lasy się kurczą i część zwierzyny nie ma racji bytu.Tę rolę pełni teraz człowiek. Jeśli odpuścilibyśmy sobie selekcję naturalną zwierząt przez myśliwych mielibyśmy tak niebotyczną ilość zwierząt, że wchodziłaby do miast. Jak się ją rozpoznaje? Przechodzimy szereg szkoleń, które mają na celu udoskonalenie naszych umiejętności. Przykładowo kozioł potocznie zwany sarną. Jego oznaką zdrowotności są parostki, czyli to co ma na głowie. Jeśli jest jakaś narośl, nie są równe, mają różne odcienie oznacza to, że jest chore albo słabe. Gdyby Polska składałaby się z 3/4 z lasu to wtedy można by ją zostawić i nieeliminować. Mieszkańcy sami interweniują, że koło domów pojawiają się dziki i przez to dzieci boją się iść do szkoły. Chciałbym zaznaczyć, że przeważnie jestem takim pomocnikiem leśniczego, dbam o zwierzęta, dokarmiam, sprawdzam czy nie ma żadnych zagrożeń w lesie, które czyhają na bezbronnego osobnika, jestem gospodarzem, robię podsyp, robimy reinprodukcję, bo to my wpuszczamy zwierzęta do lasu.

A co się dzieje z upolowaną zwierzyną?

Jest taki skup poboru pozyskanej tuszy. Ten skup i zwierzyna są własnością Skarbu Państwa. Państwo sprawuje nadzór. Zabierają do chłodni i po przeprowadzeniu wszelkich badań rozsyłane są po całej Unii Europejskiej. Myśliwy jak upoluje tusze też może sobie ją wziąć. Nie wszyscy tak robią, ale mają taką możliwość. Sam czasami wykorzystuję dziczyznę do wyrobu różnego rodzaju wędlin, których ze względu na ich niewątpliwe walory smakowe pozwalam degustować znajomym.

Jakie emocje towarzyszą Ci na polowaniu?

Pierwszy raz jak pojechałem na polowanie to miałem takie dziwne uczucie, wewnętrzne zahamowanie. Pociągnięcie za spust wydawało mi się czymś niewyobrażalnym. Jest to jednak strzał, odbierasz życie, ale później jak się człowiek zagłębi, jak już się pozna filozofię polowań staje się to normą. Ja podchodzę do tego w taki sposób, gdyby lekarz miał płakać nad każdą raną, nad małym dzieckiem, nie funkcjonowałoby to normalnie. Każdy jest do czegoś stworzony.

 

Jakie cechy charakteru posiada myśliwy?

Nie da się tego tak konkretnie ocenić. Nie można określić co tak naprawdę jest przydatne w łowiectwie. Mężczyźni od dawien dawna polowali i jak ktoś to czuje w środku i kocha to nie potrzeba jakiejś doskonałej cechy.

Mówisz, że myślistwo to domena mężczyzn, a czy myśliwymi są kobiety?

Są. U nas w kole są dwie kobiety, które w gwarze myśliwskiej nazywane są Dianami. Moja żona również bierze udział w różnych wyprawach i zjazdach łowieckich.

"Broń uczy pokory..."

Czy pasje i zamiłowanie do polowania przekazałeś również synowi?

Oczywiście. Staram się przekazać tę miłość. Mam nadzieję, że ta tradycja będzie przechodziła w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie.

Broń uczy pokory. Zdaję sobie sprawę, że to jest rzecz, która zabija. Niektórzy ludzie posiadający strzelbę zapominają, że trzeba na nią uważać. Rutyna sprawia, że może dojść do nieszczęścia. Dlatego ja dbam o to, żeby broń była rozładowana, wyczyszczona i odłożona do futerału, a w domu była w pancernej szafie.

Natury nie da się oszukać. Ona wie czy powinna się rozmnażać czy też nie ma ku temu możliwości i warunków. Jak zwierzęta wiedzą, że mogą się wyżywić to zwiększają swoja populację, natomiast jeśli nie ma w pobliżu jedzenia, to np. dziki nie rozmnożą się. To jest piękne w naturze. Ja to kocham i chciałbym, aby moja rodzina pielęgnowała te zdobycze, osiągnięcia i przekazywała dalej.

Dziękuję za rozmowę i uchylenia rąbka tajemnicy oraz rozwiania pewnych stereotypów.

Z Andrzejem Januszem rozmawiała Emma Zazula

Zdjęcia wykonał Krzysztof Porawski

 

 

*Hern – w mitologii angielskiej duch lasu, myśliwy

 

 

 Infolinia U.M
 Informator
 Rozkład jazdy
 Mapy