25- lecie Straży Miejskiej - wywiad z Edwardem Bzowym

Rozmawiam z Edwardem Bzowym, zastępcą Naczelnika Oddziału Straży Miejskiej Wrocławia. Ćwierć wieku w służbie i na służbie, czy nachodzi Cię jakaś refleksja?

W tym roku mam 14 urodziny. Urodziłem się 29 lutego w roku przestępnym. Ten rok jest dla mnie podwójnie wyjątkowy. Jeszcze nie jestem pełnoletni, a już przepracowałem 25 lat w Straży Miejskiej. Taki żart.

Jak trafiłeś do Straży Miejskiej?

W 1991 r. złożyłem akces do Miejskiej Służby Interwencyjnej, która mieściła się w Przejściu Garncarskim, to były początki Straży Miejskiej we Wrocławiu. Rekrutacja zaczęła się od rozmowy. Nabór liczył 250 kandydatów, a przyjęto wówczas tylko 25 osób. Pierwsze działania były typowo organizacyjne, później odbywały się szkolenia na ulicy Sztabowej w Szkole Policyjnej. Pierwsze patrole po cywilnemu... Na Świdnickiej i placu Wolności walka z handlarzami... Dostaliśmy w końcu mundury, jeździliśmy do Oławy na strzelnicę...Fajnie było.

Jak się zapatrywałeś na zupełnie nową formację?

To była nowość, odskocznia od dotychczasowego życia. Wcześniej pracowałem w Dolmelu na hali produkcyjnej jako nawijacz, wykonując prace typowo ślusarskie, ale trafiło się takie zajęcie jak to w MSI i... złapałem bakcyla. Dalej poszło już gładko. Od zawsze miałem zapędy do munduru. Zaraz po szkole próbowałem dostać się do Marynarki Wojennej, ale niestety nie udało mi się. Tu pojawiła się okazja, więc musiałem z niej skorzystać.

Wigilia Straży Miejskiej 1991 r. (Edward Bzowy trzeci od prawej, drugi rząd)

Jak was rozpoznawano na ulicy, skoro nie mieliście munduru?

Mieliśmy legitymacje w czarnej okładce z upoważnieniem od Prezydenta Wrocławia. Podczas kontroli okazywaliśmy je, stąd każdy wiedział, kim jesteśmy i dlaczego podejmujemy interwencję. Teraz aplikanci chodzą z wykwalifikowanymi strażnikami, na których mogą w jakiś sposób polegać, ale wtedy nie było takiej możliwości. Musieliśmy liczyć na siebie. Wszyscy się dopiero uczyliśmy, bo nasza służba nie była tak obwarowana przepisami,jak ma to miejsce dzisiaj. Nawet nasi przełożeni uczyli się wszystkiego po kolei. Dyskutowaliśmy w pokoju na przerwach, wymienialiśmy spostrzeżenia, każdy od każdego czerpał doświadczenie. Mieliśmy praktykę z policjantami, tak więc na nich się wzorowaliśmy podczas podejmowania interwencji i działania w rejonie.

Jak społeczeństwo was odbierało? Nikt przecież nie znał tej formacji.

Po zmianach, które nastąpiły w kraju po roku 1989, nie mieliśmy problemu z akceptacją mieszkańców. Telewizja, radio i prasa opisywały nas bardzo pozytywnie, tak że nikt się raczej nie bał i ludzie dobrze reagowali na nas. Wiadomo, że było wielkie zaskoczenie, ale przeważnie byliśmy dobrze traktowani. W latach 90. wolny handel osiągnął kulminację i trzeba było nad tym wszystkim zapanować. Nie pamiętam, żeby były jakieś problemy ze współpracą. Każdy stosował się do poleceń podczas kontroli.

Zajmowaliśmy się nie tylko handlem, oczywiście, ale również porządkiem, sprawdzaniem gaśnic w lokalach itp.

Twoje miejsce pracy. Jak byś je określił? Kiedy było lepiej, dzisiaj czy kiedyś?

Hmmm. Myślę, że kiedyś była większa swoboda w działaniu. Teraz wszystko jest ustalone przepisami, ustawami. Dzisiaj, żeby zlokalizować zarządcę lub osobę odpowiedzialną za utrzymanie czystości na posesji, trzeba wykonać sporo telefonów i przejrzeć masę zasobów informatycznych, a to nie należy do łatwych działań. Ludzie mają swoje zadania, każdy zrzuca z siebie odpowiedzialność. A kiedyś szło się do konkretnego lokalu, podejmowało interwencję i nikt nie miał tysiąca wymówek, ani nie zrzucał odpowiedzialności na inną osobę.

Dzisiaj, patrząc z perspektywy tych 25 lat, co Ci się najbardziej podobało, podoba w tej pracy?

Trochę osiągnąłem w tej pracy. Nie chcę się chwalić. Nie będę ukrywał, że lubiłem pracę na ulicy. Czerpałem satysfakcję z kontaktu z ludźmi. Poznawałem ciekawe osoby i brałem udział w różnych, czasami niespodziewanych, sytuacjach. Dzisiaj, gdy jestem zastępcą naczelnika oddziału, a tym samym odpowiadam za przepływ dokumentacji, za organizację oddziału, to jednak wciąż mam kontakt z mieszkańcami osiedla. Oczywiście jest to coś fajnego, ale po 25 latach to normalne, że strażnik musi się odnaleźć na różnych stanowiskach, z każdego czerpie jakąś satysfakcję i radość.

Czy zapadła Ci w pamięć jakaś ciekawa interwencja lub zdarzenie?

Z takich najśmieszniejszych pamiętam interwencje na placu Wolności, z handlarzami. Uciekali przed nami, a nam w ręku zostawały na przykład butelkiwódki i nie wiadomo było, co z nimi zrobić. Byliśmy jeszcze po cywilnemu. Chcieliśmy jedynie zapytać o cenę, a tymczasem na sam widok naszej legitymacji handlarz uciekał, a my,trzymając te butelki wódki,nie wiedzieliśmy, co z nimi zrobić. Czy biec za uciekającymi z pozostawionym towarem, czy może wszystko zostawić? Śmieszna sytuacja. Pamiętam jeszcze, gdy patrolowaliśmy z koleżanką osiedle na Żernikach, że dyrektor szkoły zobaczywszy nas z okna wybiegła za nami, żebyśmy pokazali się uczniom, by mogli zapoznać się z wyglądem pracowników Miejskiej Służby Interwencyjnej, z mundurami. Było ogromne zaciekawienie, entuzjazm.

Co byś zmienił w swojej pracy?

Ja sam nie mogę nic zmienić (uśmiech), to zadanie Sejmu. Ale myślę, że mentalność ludzka się zmieniła. Sami funkcjonariusze także odmiennie postrzegają tę służbę. Jest inne podejście do pracy. Może to zabrzmieć jak wspomnienia starego tetryka, ale młodzi ludzie są bardziej roszczeniowi, a na tę postawę ma wpływ środowisko, w którym się wychowują, również społeczne wymagania wobec nich są większe. Nie mówię, że niechętnie przychodzą do pracy, czy są leniwi, wręcz przeciwnie, ale trafiając tu nie zdają sobie sprawy, że aby coś osiągnąć, potrzeba czasu. Kiedyś ludzie cieszyli się z byle błahostki, a teraz wciąż jest im mało i mało. Co do mnie, to myślę, że jest w porządku, bo robię to co lubię.

Może przejdźmy jeszcze do historii naszej formacji. Opowiedz coś o ważnych wydarzeniach,jakie miały miejsce we Wrocławiu.

Pamiętam przyjazd Jana Pawła II. Oj, to było ogólne poruszenie. Mobilizacja całkowita. Byliśmy bardziej do spraw porządkowych, nie mieliśmy jeszcze wtedy takich uprawnień,jakie posiadamy obecnie. Staliśmy ubrani w najlepsze mundury, a z tego, co pamiętam,mundur nasz wówczas bardziej przypominał ubranie kolejarza. To, co działo się na mieście, to wiadomo – działania bardziej interwencyjno - patrolowe, a ja wówczas pracowałem na Starym Mieście,więc byłem zaangażowany przy pochodzie, który prowadził do Ratusza. Wszyscy byliśmy przejęci, bo to nie była tylko praca, ale również poczucie uczestniczenia w historycznym wydarzeniu, które pozostanie w pamięci do końca.

Edward Bzowy podczas pobytu Jana Pawła II

A czy pamiętasz powódź? Co wtedy robiłeś, gdzie byłeś?

Oczywiście, pamiętam. Nie da się tego zapomnieć. Mieszkałem z rodziną na Nowym Targu. Baliśmy się przede wszystkim o dzieci, czy będą miały jak wrócić z kolonii. Na szczęście kierowca autokaru był na tyle sprytny, że objechał miasto naokoło i bezpiecznie można było odebrać dzieciaki. Jeśli chodzi o pracę,to wszyscy byliśmy postawieni na nogi. Nie było mowy o tym, że ktoś nie może, nie chce. Każdy brał czynny udział w niesieniu pomocy poszkodowanym, w zabezpieczeniu zalanych terenów. Strażnicy w wodzie po pas brodzili do pracy, by tak samo sprawdzać potem miejsca, gdzie ktoś mógł potrzebować pomocy. Jak to się mówi, Polak w biedzie potrafi się zjednoczyć, przetrwać. Pamiętam, że gdy były nocne zmiany, to spaliśmy niczym śledzie na podłodze w komendzie. Nikt nie marudził, nie narzekał. Taka praca. Ja wtedy zostałem oddelegowany do sztabu zarządzania kryzysowego w Urzędzie. Byłem łącznikiem. Patrole informowały o wysokości wody, o miejscach, w które należało zrzucić worki z ziemią, a ja te dane przekazywałem dalej, do sztabu. Najważniejsze było zapobiec pojawieniu się wody w Rynku i wtedy się to udało.

Akcja ratunkowa zakończona sukcesem,na szczęście. A jakie masz plany na przyszłość?

Plany? Jestem w takim wieku, że już pracy raczej nie zmienię, a i nawet bym nie chciał. Lubię ją, realizuję się w niej. Moje marzenie już się spełniło. Jestem tu, gdzie chciałem być.

Z Edwardem Bzowym rozmawiała Emma Zazula

 

 

 Infolinia U.M
 Informator
 Rozkład jazdy
 Mapy