Łapy, łapy, cztery łapy...wywiad z jednym z naszych Jubilatów

Witold Matławski obchodzi w tym roku 25-lecie pracy w Straży Miejskiej Wrocławia. Na co dzień można go spotkać podczas wykonywania obowiązków służbowych w Sukiennicach 9, gdzie zajmuje się ochroną budynku (m.in. w nim ma swoją siedzibę Prezydent i Rada Miejska Wrocławia).

W wolnej chwili lubi aktywnie spędzać czas na rowerze i spacerach. Wraz z żoną zajmuje się hodowlą pudli miniaturowych i toy. Ich miłość do tych psów trwa nieprzerwanie od 27 lat.

W tym roku świętujesz 25-lecie pracy. Jakie nachodzą Cię przemyślenia?

To bardzo długi okres. Poświęciłem się służbie.

Zaczynaliśmy wszyscy od zera. Przyjmowałem się we wrześniu, nie było wtedy żadnych uregulowań prawnych, sprecyzowanych przepisów. To było 16 września, komendantem był wtedy Jerzy Laszczak, któremu wiele zawdzięczałem, stąd wspominam go z sentymentem.

Cóż mogę powiedzieć... Przeszedłem wszystkie „stopnie wtajemniczenia”, pracę na ulicy, na tzw. „blokadach”, czyli pracując w patrolu zakładającym na koła niepopularne urządzenia techniczne, a w roku 2000 przeniesiono mnie do Centrum Kierowania Straży Miejskiej, gdzie spędziłem 13 lat. To był bardzo trudny moment, ponieważ tworzyliśmy coś nowego, strukturę, która nieustannie ewoluowała w zależności od dostrzeżonych potrzeb mieszkańców Wrocławia. Komendant Łaganowski, który był twórcą tego centrum, określił nam jedynie w przybliżeniu zadania, swoją ideę, to, jak w jego zamyśle nasza praca ma wyglądać. Wtedy nie było jeszcze numeru alarmowego 986, a zatem interwencji nie było aż tak dużo, jak ma to miejsce obecnie. Siedziba Centrum mieściła się na Sukiennicach 12.

Witold Matławski (pierwszy z lewej na dole)

Czym zajmujesz się na służbie?

Obecnie ochraniam obiekt komunalny, w którym swoje siedziby mają m.in.: Prezydent Wrocławia, Rada Miejska Wrocławia, Kancelaria Prezydenta, Wydział Komunikacji Społecznej. Dbam o bezpieczeństwo, pilnuję porządku, udzielam informacji petentom, wydaję klucze do pomieszczeń, udzielam wielu potrzebnych informacji tym wszystkim, którzy mają sprawę do załatwienia w urzędzie.

Czy to jest Twoja pierwsza praca? Miałeś już wcześniej jakieś doświadczenie zawodowe?

Nie jest to moja pierwsza praca. Wcześniej pracowałem jako elektryk w Fadromie, zgodnie z posiadanym przygotowaniem zawodowym. Przepracowałem 13 lat w biurze projektu, biorąc udział w tworzeniu projektów sieci. Gdy nadeszły zmiany ustrojowe po roku 1989, w mojej ówczesnej pracy zaczęło się wszystko komplikować. Za wykonaną pracę dostawałem prowizję, a wtedy brakowało większych zleceń. Bardzo mi to utrudniło życie. Do Straży Miejskiej dostałem się trochę przez przypadek. Zobaczyłem ogłoszenie w gazecie i złożyłem dokumenty, ale widziałem ilu jest chętnych do pracy i myślałem, że się nie dostanę. Sito kwalifikacyjne było bardzo gęste, mnie się udało, ale wielu odpadło.

Co Tobą kierowało, poza samą koniecznością przekwalifikowania, w wyborze tego zawodu?

Chyba świadomość, że jest to coś nowego. Podobało mi się to, że cały czas wszystko się zmieniało, nic nie stoi w miejscu. Nie było i nie ma rutyny. Praca z ludźmi na ulicy, to było wyzwanie. Wrocławianie przyjęli nas bardzo dobrze, wszędzie spotykaliśmy się z życzliwością – no tak, ale wtedy nie było tylu problemów z zaparkowaniem samochodów a co za tym idzie naszych mandatów… Mimo wszystko, uważam, że wykonujemy bardzo potrzebną dla miasta pracę, niestety nie zawsze docenianą.

Oprócz pracy w Straży Twoim zajęciem jest hodowla psów. Kiedy się temu poświęciłeś? Czy ograniczasz się do szczególnych ras?

Wszystko zaczęło się w 1989 roku. Wspólnie z żoną posiadamy czarne pudle miniaturowe i toye. Czarne, ponieważ jest to barwa genetycznie mocno uwarunkowana. Są cztery rodzaje pudli: duże, średnie, miniatury i toy, a jeśli chodzi o barwę, to czarne, białe, brązowe, apricot, czerwone i srebrne. Generalnie są to dwie grupy, z których najsilniejsze psychicznie są czarne, białe i brązowe. Rasa ta pochodzi z Francji, a pierwotnie jej zadaniem było łowienie kaczek. Niestety przez lata cechy łowcze zanikały, aż ostatecznie pudel stał się psem ozdobnym. Są to psy wysoce inteligentne. Zresztą widać to dobrze, dla przykładu, w cyrku, ponieważ często są wykorzystywane do robienia różnych sztuczek.

 

Witold Matławski ze swoimi pudelkami

Czy mieliście wcześniej wiedzę na temat hodowli?

Nie mieliśmy. Zaczynaliśmy hodowlę pudli od zera, stopniowo zdobywając doświadczenie.

Ile obecnie posiadasz psów?

W tej chwili mamy 6 dorosłych pudli i jednego szczeniaka, oprócz swoich hodowlanych dostałem w spadku po zmarłej koleżance 3 sznaucery. Z racji tego, że mieszkam na wsi i mam możliwość wyprowadzania piesków na świeże powietrze, to i taka ilość zwierząt nie przeszkadza nam w żadnym stopniu. Niestety, sznaucery musimy oddać w dobre ręce znajomych, ponieważ jest to trudna rasa do wyszkolenia, hałaśliwa, w przeciwieństwie do ułożonych i spokojnych pudli, które można łatwo nauczyć komend. Poza tym pudle nie zrzucają sierści, więc nie ma w domu tyle bałaganu. Włos pudla jest zupełnie innego gatunku, pudel nie linieje.

Dlaczego akurat pudle, a nie na przykład owczarki niemieckie?

To był czysty przypadek. Byliśmy z żoną widzami na kilku wystawach, na których obserwowaliśmy różne rasy, ale szczególnie spodobały nam się pudle. Przypadły nam do gustu tak bardzo, że pojechaliśmy na targowisko na ulicę Zachodnią i kupiliśmy miniaturkę apricota. Nie wiem, co się wtedy stało, ale moją żonę bardzo urzekł ten piesek i w ten sposób zaczęliśmy hodowlę. Obecnie posiadamy jednego psa i sześć suk, trzy wystawowe i trzy emerytki. Najmłodsza, nasz pupilek, wabi się Hürrem, a to z tego powodu, że moja żona uwielbia serial "Wspaniałe stulecie" (śmiech). Gdyby jeszcze Hürrem była ruda, to by w zupełności pasowała.

Jak na co dzień wygląda opieka nad pieskami?

Jeśli nie mam służby, to jeździmy z żoną rowerami. Każde z nas bierze po trzy psy na luźnej smyczy. Jak wspominałem, mieszkamy na wsi, droga rowerowa w pobliżu ma około 3 km. Jeździmy tak, żeby mogły się wybiegać. Wiadomo, że pies wybiegany nie dokucza w domu i nie dostaje tzw. "korby". Żona idzie do pracy, a ja wypuszczam psy do ogrodu, trochę szkolę je w aportowaniu. Później żona zajmuje się kosmetyką, ponieważ włos pudla elektryzuje się, a nieczesany filcuje. Wieczorem ponownie na rower i znowu w drogę. Jeśli jest dobra pogoda, psy muszą się wybiegać przynajmniej dwa razy dziennie. Natomiast jeśli aura na dworze nie sprzyja biegom, wówczas pieski ćwiczą około 10 – 15 minut na bieżni w domu.

Może pochwalisz się, jakie macie osiągnięcia na swoim koncie.

Musiałem sobie to wszystko wypisać na kartce, bo tyle tego było (śmiech). Moje psy były dwa razy zwycięzcami świata, dwa razy młodzieżowymi zwycięzcami świata, trzy razy zwycięzcami Europy, dwa razy zwycięzcą Europy w kategorii junior, sześć razy w kategorii mulitibis, nie wspomnę już o pomniejszych zwycięstwach, jak zwycięzca grupy czy wystawy, bo tego było bardzo dużo. Wszystko to oczywiście w ciągu 27 lat.

Przejechaliśmy z żoną całą Europę, no może oprócz krajów, gdzie obowiązują wizy, bo to się wiąże z tym, że są pewne rygory dotyczące weterynarii i czasu oczekiwania na wyniki - oprócz Rosji, Ukrainy i Białorusi, to chyba wszystkie państwa Europy.

 

Czy patrząc z perspektywy tych 27 lat poświęconych hodowli, nie żałujesz poświęconego czasu, energii a nawet przeżytego stresu?

Nie! Absolutnie. Kocham te swoje pudelki.

 

Z Witoldem Matławskim rozmawiała Emma Zazula

 

 

 Infolinia U.M
 Informator
 Rozkład jazdy
 Mapy