Żorżyk – wokalista, gitarzysta basowy

Damian Szewczyk, strażnik osiedlowy na Żernikach we Wrocławiu, prywatnie ojciec, a w wolnych chwilach wokalista i basista rockowy. W Straży Miejskiej Wrocławia pracuje od 1998 roku.

To muzyka sprawia, że może być sobą, odczuwając takie emocje, o których można tylko pomarzyć.

Dlaczego zostałeś strażnikiem?

Przed powodzią w 1997 r. pracowałem w firmie handlowej, potem wyjechałem do rodziców nad morze. Po roku wróciłem do Wrocławia, szukając stałej pracy i tak się „zaciągnąłem” do Straży Miejskiej.

Twoim drugim miejscem pracy jest scena? Co czujesz, kiedy na nią wchodzisz?

Czuję, że właśnie tam mogę bez ograniczeń być sobą. Muzyka sprawia, że nie muszę się zastanawiać, co mam robić, kto na mnie patrzy; scena to miejsce, gdzie jest wolność.

Co to znaczy, że na scenie jesteś sobą? A w życiu codziennym nie jesteś?

Funkcjonując w społeczeństwie natrafia się na pewne ograniczenia, normy, których należy przestrzegać. Kiedy się je przekracza, jest się źle odbieranym, zrozumianym. Scena natomiast daje takie poczucie wolności, nad którym nie musisz się zastanawiać i możesz pozwolić sobie na wszystko, czego chcesz. Nie jestem jakimś ekscentrykiem, nie wyprawiam na tej scenie nie wiadomo czego, ale tak czuję, że w momencie, kiedy na niej jestem, nie muszę się zastanawiać, co się dzieje, czy coś mnie ogranicza.

Jakie są to emocje?

Przede wszystkim uczucie wolności. Nie zastanawiam się kompletnie nad tym, jak zostanę odebrany. Poczucie tego, że mam coś do przekazania, emocje, które mi towarzyszą i to, że mogę je przekazać innym... Fajnie, że dociera to do publiczności i chcą tego słuchać. Cieszy mnie to.

To dlaczego nie poświęciłeś się tak zupełnie muzyce?

Bycie muzykiem zawodowym jest jak prowadzenie własnej firmy. Trzeba poświęcić się temu całkowicie. Choć można z tego żyć, to nie jest to łatwy kawałek chleba. A ja mam obowiązki, mam dzieci. Muszę się nimi zająć, muszę mieć dla nich czas, między innymi dlatego pracuję w Straży. Jest etat, pewna praca, pozwala mi to jakoś normalnie funkcjonować. Muzyka to nie jest moje hobby. Nie mogę tak o niej powiedzieć. Ona zajmuje szczególne miejsce w moim życiu i sercu. Nie zapominam o niej, ale też muszę pamiętać o obowiązkach, jakie nakłada na mnie bycie ojcem. To dla mnie najważniejsze.

Tak naprawdę w byciu muzykiem zawodowym jedynie trzydzieści procent czasu to jest właściwe granie. Cała reszta to nagrania, spotkania, życie w trasie, a przede wszystkim próby, próby i jeszcze raz próby. Zwłaszcza gdy robi się samemu niemal wszystko, bo nie mam menadżera. Pod tym względem bycie zawodowcem jest trudniejsze. Tak jak powiedziałem, to jest prowadzenie własnej działalności - trzeba jeździć, umawiać się, chodzić na spotkania, a na to nie mogę poświęcić aż tyle czasu. Zespół to mała firma. Niestety nie mogę sobie na takie życie pozwolić, bo i tak mam mało czasu bez tego.

Co Cię motywuje, co jest inspiracją dla Twojej muzyki?

Tak naprawdę życie mnie inspiruje i to z niego czerpię najciekawsze pomysły. Muzyka towarzyszyła mi od dziecka. W moim domu rodzinnym śpiewało się, grało i tak mi pozostało do dzisiaj. Jestem pasjonatem nie tylko muzyki granej, ale też aktywnym słuchaczem, lubię też o niej czytać, dowiadywać się różnych ciekawych informacji. Nie ograniczam się tylko do grania. Lubię chodzić na koncerty innych, poznawać ciekawych ludzi, którzy kochają to, w czym ja się zatraciłem. Jeśli chodzi o inspirację, to tak jak mówiłem, czerpię je ze swojego życia, albo z tego, co mnie otacza.

Piosenki, które komponujesz, mają jakiegoś konkretnego odbiorcę?

Rożnie z tym bywa. Czasami jest tak, że piosenki, które napisałem, są o jakiejś konkretnej osobie, czy też sytuacji, ale myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie, jakąś część, która jego dotyczy.

Covery, czy swoje własne piosenki?

No, na pewno moje. Wiadomo, że to bardziej motywuje, uskrzydla. Po to jest się muzykiem. Muzyka jest uniwersalnym językiem, pozwala zawrzeć wszystkie emocje, myśli, jest nieograniczona. Muzyka jest moim zamiłowaniem, często uczestniczę w różnych projektach, przy realizacji których gramy cudzą muzykę i nie jest to dla mnie jakimś problemem. I tak robię to, co lubię. Lubię grać.

Jesteś zadowolony z tego, w jakim miejscu swojego życia znajdujesz się teraz?

Jestem zadowolony, jeśli chodzi o muzykę i na jakim etapie jestem. Na stałe uczestniczę w kilku projektach, gdzie tworzę muzykę z ludźmi, z którymi muzycznie się rozumiem, ale czasami z odmiennymi już autorskimi kompozycjami. To też mnie w jakiś sposób kręci i motywuje, bo mogę się sprawdzić w rożnych konfiguracjach jeśli chodzi o ludzi i w różnych rodzajach muzyki, bo to rozwija i daje możliwości do sprawdzenia się i nie zamykania w jakiś określonych ramach. A ja nie chcę tego. Muzyka daje taką wolność, z której należy korzystać.

Przyszedł taki moment, że w końcu zostałem doceniony jakoś w tym muzycznym światku. Jestem zapraszany do różnych projektów. Ostatnio dosyć często jestem jurorem w przeglądach zespołów, więc chyba organizatorzy mają do mnie zaufanie i liczą się jakoś z moją opinią. Przekazuję też swoja wiedzę młodszym muzykom, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o muzyce, nauczyć się śpiewać, czy też grać. Jestem zadowolony, że jest to na wysokim poziomie, że rozwija się to w odpowiednim kierunku.

Jesteś samoukiem, prawda?

Tak. Nie skończyłem żadnej szkoły muzycznej.

A jak reaguje świat muzyczny na to, że na co dzień jesteś strażnikiem?

Wiesz, większość tych ludzi znam od lat. Nigdy nie ukrywałem tego, jaki zawód wykonuję. Nie oceniają mnie. Wiadomo jaki jest stereotyp strażnika w społeczeństwie. W każdej firmie różni ludzie pracują i nie jest ważne, jaki się zawód wykonuje, lecz to, jakim się jest człowiekiem. Jak ktoś jest w porządku, to tak będzie postrzegany. Nie ma to też znaczenia, kiedy pozna się człowieka. Wiadomo, że reakcje są podobne, ale mnie to nie przeszkadza.

A czy Twoje dzieci również pasjonują się muzyką?

Oczywiście, że tak. Oboje. Na pewno będę to w nich pielęgnował. Muzyka była w moim domu jak ja byłem małolatem, więc wiem jak to wpływa na dziecko. Próbują grać na instrumentach, słuchają muzyki. Są jak ja. Kiedy kładą się spać, to włączają sobie radio, czy płytę i zasypiają z nią. Tak mamy. Taka rodzina (śmiech), nie lubimy ciszy, wolimy gdy w tle jest jakiś podkład. Dzieci mają w pewien sposób ukształtowany gust muzyczny, bo słuchają tego, co ja im puszczałem. Teraz córka jako nastolatka słucha różnych piosenek, takich, które podobają się nastolatkom, ale ma sporą wiedzę na temat muzyki wcześniejszej. Czasami się śmiejemy, że zaskakuje swoich rówieśników, że jak pojawia się jakiś przebój, to ona wie, że to jest cover sprzed 20 lat. Cieszy mnie to. Kiedy ja byłem młody, to muzyka była ogólnie ważna dla ludzi. Sporo się działo, było mnóstwo koncertów, ludzie na te wydarzenia chodzili. Sporo zespołów miało coś ważnego do przekazania, już nie mówiąc o latach 80- tych, kiedy tylko za pośrednictwem muzyki ludzie się komunikowali, w czasach kiedy ta komunikacja była ograniczona. Teraz czasy są takie, że do wszystkiego jest dostęp. Jest internet. Muzyka jest tłem, gdzieś tam sobie leci, mało kto na nią zwraca uwagę. Nie ma takiej roli jak kiedyś. Wtedy trzeba było się mocno postarać, żeby dotrzeć do tej muzyki, swojej ulubionej, która nie w każdym radiu była puszczana. Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki i to chyba jest trochę niedobre, bo kiedy coś jest łatwo dostępne, to się tego nie ceni.

Pamiętam czasy, kiedy razem z kolegami buszowaliśmy po giełdach. Przegrywaliśmy muzykę z kasety na kasetę, czasami z płyt, żeby tylko ulubione utwory mieć i słuchać ich, bo to było ważne. Spotykaliśmy się, rozmawialiśmy przy muzyce i to nie tylko z ludźmi z „branży”, w ogóle z innymi ludźmi, a muzyka nas zbliżała, pozwalała niwelować bariery.

A jaka dzisiejsza jest młodzież? Przychodzą na koncerty?

Tak jak mówiłem, dzisiaj jest ta łatwość w dostępie do muzyki. Mają dostęp do internetu i stamtąd czerpią wiedzę, sieć ich inspiruje. To też jest dobre. Podziwiam młodych ludzi. Czasami spotykam tak bardzo dobrych kompozytorów, dojrzałych emocjonalnie i artystycznie, że sam jestem w szoku. Ale to mnie cieszy, że jednak jest ta pasja w młodych ludziach.

The Strażmiejska w pełnym skladzie

Plany na przyszłość?

Od kilku lat usilnie pracuję nad płytą. Mój zespół Birma przez chwilę zawiesił działalność. Z racji tego, że zawiesiliśmy działalność na dwa lata, teraz ponownie chcemy się reaktywować z nową płytą. Myślę, że tej jesieni uda nam się wydać płytę.

Natomiast The Strażmiejska to projekt, który powstał przy okazji. Stwierdziliśmy, że fajnie byłoby zagrać covery The Police, a nazwa z racji tego, że pracuję w straży, przyszła od razu. Chłopaki z zespołu zgodzili się na ten pomysł. To było takie wow! Nagle ogromne poruszenie, zainteresowanie mediów, wystąpiliśmy w Dzień Dobry TVN, były informacje o nas w Teleexpresie, Panoramie, kilku gazetach, braliśmy udział w wielu koncertach. Każdy myślał, że jest to jakieś tam amatorskie granie, a tu zaskoczenie, że jednak jesteśmy normalnymi muzykami na całkiem niezłym poziomie. Fajnie było. Do projektu The Strażmiejska też chcielibyśmy wrócić, bo to było coś przyjemnego i nie chcemy tego w jakiś sposób stracić.

Czekamy na płytę z niecierpliwością i życzymy powodzenia w realizacji marzeń.

Z Damianem Szewczykiem rozmawiała Emma Zazula

 

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Damiana Szewczyka

 

 

 Infolinia U.M
 Informator
 Rozkład jazdy
 Mapy